Irina nie powiedziała ani słowa. Wyszła ze spuszczoną głową, bez pożegnania, bez oglądania się za siebie.
Marian położyła się na kanapie, wzięła głęboki oddech i po raz pierwszy od dawna poczuła coś, czego nigdy nie dały jej pieniądze: spokój.
Od tego dnia nie szukał już ludzi idealnych, ale ludzi uczciwych. Nauczył się, że prawdziwego bogactwa nie mierzy się lwami, domami ani interesami, ale spokojem, z jakim kładzie się głowę na poduszce.
Obiecał sobie, że nie będzie już żył strachem, lecz sercem.
I życie dotrzymało słowa.