Mężczyzna wyciągnął rękę i przez chwilę Luca spojrzał mu prosto w oczy. Coś pękło w duszy ojca. Czekał na tę chwilę od lat.
Tego wieczoru Elena zaskoczyła go na podwórku, powoli pchając wózek inwalidzki chłopca. Bez kombinezonu, bez maski, tylko siwe włosy i łagodne spojrzenie.
- Panie… Dorel? – powiedziała niepewnie.
Zatrzymał się i westchnął. – Nazywam się Radu. Jestem ojcem Luki.
Elena oniemiała. Przed nią nie stał już zwykły woźny, ale ojciec, który ukrył swój ból pod ubraniem robotnika.
– Chciałem zobaczyć, czy ktoś się nim zaopiekuje, nie wiedząc, kim jesteśmy – powiedział. Wszyscy wcześniej robili to tylko dla pieniędzy. Ty… ty robiłeś to z serca.