Z kąta pokoju „Dorel” obserwował scenę. Jego oczy, ukryte pod czapką, błyszczały. Przez wszystkie lata, kiedy próbowała zbliżyć do siebie syna, nikomu nie udało się wywołać u niego tak spokojnej reakcji.
Następnego dnia Elena wcześnie weszła do kuchni. Przygotowywała śniadanie, gdy znów zobaczyła woźnego, który naprawiał zawias.
- Dzień dobry! Co pan tam robi? – zapytała radośnie.
- Próbuję sprawić, żeby te drzwi przestały skrzypieć – odpowiedział.
Jego głos był ciepły, ale powściągliwy. Miał dłonie człowieka, który nie tylko pracuje, ale i myśli. Elena nie wiedziała dlaczego, ale coś w nim budziło w niej spokój.
W kolejnych dniach dziecko zaczęło się do niej zbliżać. Pewnego razu Elena pokazała mu, jak malować palcami. Luca po raz pierwszy się roześmiał, lekkim, krótkim, ale szczerym śmiechem.
Wtedy Radu nie mógł się powstrzymać. Podszedł bliżej i usiadł obok nich.
- Czy ja też mogę spróbować? – zapytał, udając zwykłą ciekawość.
Elena się uśmiechnęła. – Oczywiście. Weź pędzel.