Milioner wrócił do domu bez zapowiedzi

Sebastian zaśmiał się krótko, gorzko. Dla niego ta kwota była równie droga jak kolacja w Bukareszcie. Ale dla jego rodziców była wyrokiem.

„Zapłacę teraz” – powiedział. „Chcę paragonu, chcę zwrotu umów i chcę, żebyś je przyniósł.”

Obaj szeroko otworzyli oczy, a jeden z nich odważył się powiedzieć:

„Taka procedura… nie możemy…”

Sebastian odwrócił się do niego wzrokiem, który mógłby powstrzymać burzę.

„Masz dwie minuty, żeby zadzwonić do swojego przełożonego. Dwie. Jeśli nie, przyjdę jutro rano z prasą, moim prawnikiem i wszystkimi dokumentami od 2010 roku. Chcesz?”

Mężczyzna pokręcił głową, drżąc. Wyjął telefon.

Maria i Gheorghe bezradnie obserwowali wszystko. Wyglądało na to, że nic nie rozumieli.

„Sebastian…” wyszeptała jego matka, „nie powinieneś był przychodzić. To nasza wina, że ​​byliśmy głupi”.

Odwrócił się do niej.

„To nie twoja wina. To moja wina, że ​​myślałem, że pieniądze zastąpią rodzinę”.

Nie zdążyli odpowiedzieć, bo pracownik banku już wrócił.

„Procedurę można odwołać… jeśli zapłacisz dzisiaj” – mruknął.

„To ruszaj się”.