Nie tracąc ani chwili, Sebastian podszedł do pracowników banku i niemal instynktownie wyrwał im teczkę z rąk. Deszcz spływał mu po twarzy, ale nie sposób było stwierdzić, czy to woda z nieba, czy z gniewu narastającego w jego oczach.
„Ile wynosi dług? Dokładnie. Żadnej pary.”
Mężczyzna zamrugał zaskoczony.
„Proszę pana… Nie sądzę…”
„ILE?” – wtrącił Sebastian głosem, który zapierał dech w piersiach.
„Sto sześćdziesiąt dwa tysiące lei” – mruknął bankier.