Milioner wrócił wcześniej do domu na lunch… i był oszołomiony tym, co zastał

Ana pokręciła głową.

— To bliźniaki. Czwórka. Pańska żona chciała panu powiedzieć, ale… nie miała czasu.

Przez chwilę milczała.

— Po jego śmierci dzieci przygarnął daleki krewny. Nie mieli pieniędzy. Nie mieli nic. Znalazłam je przypadkiem, rok temu. Mieszkały w kawalerce, zadłużone, bojąc się jutra.

Jeden z chłopców wstał i podszedł do Mihaia.

— Czy jest pan ojcem? — zapytał po prostu.

To było wszystko.

Małe pytanie, ale takie, które złamało mu serce.

Mihai uklęknął przed nim. Niepewnie wyciągnął rękę i dotknął jego policzka.

Ciepły.

Żywy.