Ana wzięła głęboki oddech, jakby przed wyznaniem.
— To pańskie dzieci, panie Mihai.
Słowa spadły ciężko, niczym kamienie.
Mihai poczuł, jak kolana miękną mu pod ciężarem. Oparł się o framugę drzwi, nie zdając sobie z tego sprawy.
— Nie… to niemożliwe — wyszeptał.