„Nie chcę już być z dala od domu”.
Raluca oniemiała, a łzy spływały jej po policzkach. Po raz pierwszy od dawna dzieci zobaczyły go płaczącego i zamiast się przestraszyć, przytuliły go.
— Tato, nie wychodzisz? — zapytała Livia, tuląc go do szyi.
— Nie, kochanie. Nigdy, jeśli mnie przyjmiesz.
Dzieci wybuchnęły radosnym śmiechem, a Raluca przygryzła wargę, próbując się powstrzymać. To nie było jej miejsce, nie chciała sprawiać wrażenia, że wtrąca się w ich życie. Ale Adrian wstał i podszedł do niej.
— Raluca, chcę, żebyś wiedziała coś ważnego. Nie jesteś zwykłą pracownicą. Byłaś matką, którą ja nie mogłam być po stracie żony. Nieświadomie zrzuciłam na twoje barki ciężar.