Milioner zmusił biedne dziecko do śpiewania, żeby je upokorzyć

Kiedy skończył, w restauracji zapadła ciężka cisza.

Nagle ktoś zaklaskał. Potem kolejny. Potem wszyscy.

Luca cofnął się o krok, przestraszony. Nie wiedział, czy zrobił coś dobrze, czy czeka go kolejne upokorzenie. Ale aplauz narastał niczym fala.

Radu starał się wyglądać na rozluźnionego, ale jego policzki płonęły. Wyjął portfel, gotowy rzucić mu kilka lejów, niczym przysługę rzuconą głodnemu psu.

Ale zanim zdążył się odezwać, starszy pan przy stole wstał i podszedł do chłopca.

— Dziecko… nie musisz śpiewać dla upokorzenia. Musisz śpiewać, żeby cię usłyszano w całym kraju — powiedział głębokim głosem.

Wyjął z kieszeni wizytówkę i podał ją matce, która tymczasem weszła do restauracji przestraszona, prawdopodobnie zaalarmowana przez kogoś z personelu.

— Zajmę się lekarstwami twojej córeczki. I wszystkim, czego będziesz potrzebowała. Ale ten chłopiec… ten chłopiec musi nauczyć się muzyki. Ma niezwykły dar.