Minęły dwa lata odkąd zmarła moja żona

Ujął go za rękę i poszli do samochodu w milczeniu. Dinu wyczuwał jego niepokój i szedł ostrożnie, małymi krokami, ciągle oglądając się przez ramię. Kiedy wrócili do domu, dziecko przytuliło się do niego mocniej niż zwykle, a Daniel, choć starał się wyglądać na spokojnego, czuł, jak jego umysł płonie od myśli.

Wieczorem, po zaśnięciu Dinu, położył się na kanapie z notesem w dłoni. Zapisał numer srebrnego samochodu: AG-78-KLM. Powtarzał go bez przerwy, jak wiersz. Potem wstał zdecydowanie. Nieważne, jak bardzo starał się przez ostatnie dwa lata pogrzebać przeszłość, coś mu mówiło, że to, co zobaczył, nie było zwykłym podobieństwem.

Następnego ranka odwiózł Dinu do szkoły i nie wyszedł od razu. Usiadł na pobliskiej ławce, uważnie się rozglądając. Nic. Żadnej rudowłosej kobiety, żadnego podejrzanego ruchu. Tylko spieszący się rodzice, hałaśliwe dzieci i zimny wiatr, który niósł zapach ciepłych precli z kiosku na rogu.

Później poszedł prosto na policję. Opowiedział im wszystko, a policjant przy ladzie spojrzał na niego z początku z pewną nieufnością, ale kiedy Daniel podał numer, mężczyzna lekko zmarszczył brwi.

— Samochód jest zarejestrowany na kobietę… Lavinię Mihăilescu, z wioski niedaleko Curtea de Argeș.

— Znasz ją? — zapytał policjant.

— Nie. Ale była uderzająco podobna do mojej żony. Zbyt wiele, żeby to był przypadek.

Policjant westchnął.