— Możemy wysłać patrol, żeby sprawdził teren. Ale jeśli kobieta nie zrobiła nic nielegalnego… możemy tylko z nią porozmawiać.
W drodze do domu Daniel poczuł ucisk w piersi. W głowie huczało mu: Kim była ta kobieta? Dlaczego dzwoniła do Dinu? Dlaczego powiedziała dziecku, żeby z nią nie wychodziło? Coś mu nie pasowało.
Tego wieczoru Dinu przyszedł do niego z rysunkiem. Zrobił to w szkole: stał tam, przy płocie, a kobieta o rudych włosach wyciągała do niego rękę.
— Patrz, tato. Zgadza się.
Daniel przyjrzał mu się uważnie. W rogu kartki dziecko narysowało też bransoletkę na nadgarstku kobiety. Szeroką, z łatwo rozpoznawalnym wzorem.
— Dlaczego założyłaś tę bransoletkę? — zapytał, starając się zachować spokój.
— Bo ją miała. Taką samą jak jej matka, no wiesz… tę, którą się włożyło do szuflady.