Nie miał czasu się wahać. Wsiadł do samochodu i ruszył drogą do wioski niedaleko Curtea de Argeș. Żołądek bolał go ze strachu, ale jedno było pewne: ktoś od dawna śledził jego rodzinę.
Kiedy tam dotarł, wioska była prawie opustoszała. Stare domy, ciężka cisza i szczekający w oddali pies. Dom kobiety stał na skraju lasu, mały budynek z łuszczącymi się żółtymi ścianami.
Zapukał do drzwi. Nic.
Wtedy usłyszał skrzypnięcie. Za domem ktoś otworzył boczne drzwi.
Daniel szedł powoli, z sercem w gardle.
A potem ją zobaczył.
Rudowłosa kobieta stała w drzwiach, z szeroko otwartymi, zaskoczonymi oczami.
„Dlaczego śledzisz mojego syna?” – wyrzucił z siebie Daniel drżącym, ale zdecydowanym głosem.
Kobieta uniosła ręce, jakby się broniła.
„Danielu… to nie tak, jak myślisz. Ja… Nie chciałam go skrzywdzić.”
— Czego więc chcesz? Dlaczego opowiadasz dziecku o jego matce?
Kobieta przygryzła wargę.
— Ponieważ… znałam Laurę.
Daniel pozostał nieruchomy.