— I… poprosiła mnie, zanim umarła… żebym się tobą zaopiekowała.
Słowa spadły jak grom z jasnego nieba. Odcięło jej powietrze.
— Co ty mówisz?
Kobieta zrobiła krok naprzód.
— Nie zdążyłam ci powiedzieć. Nie miałam odwagi. I tak… jestem do niej podobna. Ale to nie moja wina. Ja… Ja po prostu próbowałam dotrzymać obietnicy.
Daniel przyłożył dłoń do czoła, przytłoczony. Cały ból, dezorientacja, nadzieja i gniew zlewały się w niemożliwy węzeł.
— A dlaczego powiedziałeś dziecku, żeby z tobą nie szło?
— Bo… — kobieta spuściła wzrok — …bo bałam się, że pewnego dnia pomyśli, że jestem nią. A tego nie chcę. Nie chcę skrzywdzić twojego dziecka. Chciałam tylko upewnić się, że wszystko z nią w porządku.
W końcu prawda wyszła na jaw. Brutalna, niedoskonała, ale prawdziwa.