Minęły dwa lata odkąd zmarła moja żona

Daniel zamknął na chwilę oczy i wziął głęboki oddech.

— Skoro nadal chcesz się nią zaopiekować… to zróbmy to porządnie. Bez ukrywania się. Bez strachu.

Kobieta wybuchnęła płaczem, odetchnęła z ulgą.

I tam, między dwoma starymi domami i ciszą zapomnianej wioski, Daniel po raz pierwszy od dwóch lat poczuł, że życie może iść naprzód. Z prawdą przed sobą. Z ludźmi, którzy chcieli pomóc. Z mocą wybaczania.

To nie było idealne zakończenie. Ale to był początek. Prawdziwy początek.