Siedział z opuszczonymi ramionami, czując, jak chłód przenika go do kości, ale przede wszystkim ciężar myśli.
Miał w kieszeni tylko kilka lejów, wystarczająco dużo, żeby wrócić do domu autobusem.
Myślał o matce, która zadzwoniła do niego rano, żeby życzyć mu powodzenia.
Jej proste słowa: „Bądź mężczyzną, Andriej, reszta sama przyjdzie”.
Wtedy nie przywiązywał do nich większej wagi.