Uwielbiała tę posiadłość, ale nie tak jak moi dziadkowie. Uwielbiała ją tak, jak ludzie kochają ładne tło dla swojej historii.
Trzy miesiące po pogrzebie Sloane zadzwoniła do mnie głosem zbyt słodkim, by mu zaufać. „Tak się cieszę, że dostałeś spadek” – powiedziała. „Jest idealny”.
„Po co?” zapytałem.
„Mój ślub” – powiedziała, jakby to było oczywiste.
Na początku nawet nie odpowiedziałem, bo myślałem, że żartuje. Sloane właśnie się zaręczyła.Brenti już wtedy zagłębiała się w tablice na Pintereście i konsultacje ze sprzedawcami.
„Sloane” – powiedziałem – „posiadłość nie jest miejscem spotkań. Jest w trakcie renowacji. Nie jest bezpieczna na żadne wydarzenie”.
Zaśmiała się. „To tylko jeden dzień. Dramatyzujesz”.
„Nie” – powiedziałem. „Mówię nie”.