Moi dziadkowie nie zostawili mi majątku, bo byłem faworytem. Zostawili go mnie, bo tylko ja rozumiałem, czym on jest: nie tłem, nie powodem do przechwałek, nie darmowym domem wakacyjnym – dziełem całego życia, które należało chronić.
Nieruchomość znajdowała się na wzgórzu za miastem: stary kamienny dom, szklarnia, stodoły, które były naprawiane setki razy i ogrody, które moja babcia pielęgnowała jak własne.
członków. Zanim mój dziadek odszedł, wziął mnie za rękę i powiedział: „Obiecaj mi, że nie pozwolisz nikomu zamienić tego miejsca w cyrk”.
Kiedy więc w testamencie ustanowiono mnie opiekunem i jedynym właścicielem, nie był to „darowizna”. To była odpowiedzialność. Zapłaciłem podatki, zatrudniłem ogrodnika, wszystko odpowiednio ubezpieczyłem i rozpocząłem powolny plan renowacji – najpierw dach, potem hydraulika, a na końcu hol główny.
Moja siostraSloanenie podobało mi się to.