Moi rodzice zapłacili 180 000 dolarów za studia medyczne mojego brata,

Mojemu ojcu dosłownie opadła szczęka. Kieliszek Dom Pérignon przechylił się, a drogi szampan wylał się na jego włoskie skórzane buty.

„Szefie... ordynatorze chirurgii?” wyjąkała, patrząc na mnie, jakby wyrosła mi druga głowa. „To niemożliwe. To kłamstwo. Tyler dostał się na medycynę! My za to zapłaciliśmy!”

Wyszedłem z cienia w światło kandelabrów. Nie patrzyłem na rodziców. Spojrzałem prosto na brata.

Uniosłem brwi i spojrzałem na niego.

— Skoro już mowa o studiach medycznych — powiedziałem czystym, spokojnym i druzgocącym głosem — drogi bracie, czy powiedziałeś już swojej pięknej narzeczonej, że w końcu zdałeś egzaminy?

Tyler cofnął się o krok, z czystym przerażeniem w oczach. Ledwo pokręcił głową, żałośnie błagając mnie, żebym przestał.

Nie zatrzymałem się.

„A może” – kontynuowałem, nagłaśniając głos tak, by zamożne rodziny w pierwszym rzędzie słyszały każde słowo – „nadal ukrywasz fakt, że trzy miesiące temu zostałeś zawieszony w prawach studenta za oszustwa akademickie i ściąganie? Czy byłeś tym zajęty, kiedy ja spędzałem czternaście godzin na sali operacyjnej?”

Zbiorowe westchnienia były ogłuszające.

„Co?!” pisnęła moja matka, odwracając się do Tylera. „Zawieszony? O czym ty mówisz?”

Ale reakcja mojej matki nie była najważniejsza.

To należało do Eleny.