Mój były mąż i jego nowa narzeczona śmiali się z mojej sukienki

Kiedy dotarłam na miejsce, prawnik powitał mnie w bramie ogromnej posiadłości z kutymi żelaznymi bramami i starymi, ale imponującymi murami.

„Witamy w domu, pani Popescu” – powiedział z ciepłym uśmiechem.

Rozejrzałam się oszołomiona. „Dom” – jakie dziwne słowo. Przez lata dom był tam, gdzie był Mihai. Teraz, po raz pierwszy, znaczyło to coś tylko dla mnie.

W środku ściany były obwieszone czarno-białymi fotografiami, starymi dyplomami i ogromnym regałem z książkami. W kącie, na solidnym drewnianym biurku, czekał na mnie zapieczętowany list. Na kopercie widniał tylko napis: „Dla Eleny”.