Wyszłam z sali sądowej z telefonem w dłoni, nie mogąc przetworzyć tego, co właśnie usłyszałam. Zimne powietrze na zewnątrz drapało mnie po policzkach, ale po raz pierwszy od dawna przestało boleć. Spojrzałam w pochmurne niebo i poczułam, że Bóg, w jakiś dziwny sposób, wymierza mi sprawiedliwość.
Kilka dni później wsiadłam do pociągu do Sinai, gdzie znajdowała się willa wujka Carola. Nie widziałam go od dzieciństwa, ale zawsze pamiętałam, jak przynosił mi cukierki i mówił, że silne kobiety nie muszą się niczego bać. Jego słowa brzmiały teraz jak proroctwo.