Próbował przemówić.
— Ja… Ja tylko chciałem…
— Co? — zapytałam.
— Żeby chronić swoją dumę?
Poczułam, jak coś we mnie puszcza. Jak węzeł rozwiązany po latach.
— Znałeś wynik przez trzy lata, Radu. Znalazłam go w e-mailu. Ukryty. Zabezpieczony hasłem.
Pokój wypełnił się westchnieniami.
— A ty wolałeś pozwolić mi znosić wstyd. Żebym wyglądała na małą przy świątecznych obiadach. Żeby znosić żarty. Żeby widzieć, jak twoja matka patrzy na mnie z politowaniem.
Teściowa zaczęła cicho płakać.
Andreea zdawała się już nic nie rozumieć.
— Ja… powiedział mi, że jego żona nie może mieć dzieci…
Uśmiechnęłam się gorzko.
— Czy dokładnie to samo powiedział tobie?
Radu próbował do mnie podejść.
— Eleno, możemy ze sobą rozmawiać. Nie w ten sposób…
Cofnęłam się o krok.
— Dokładnie w ten sposób.
Odwróciłam się do Andree.
— Jeśli jesteś w ciąży, dziecko nie jest jego.
Dziewczyna zaczęła drżeć.
— Obiecał mi, że się rozwiedzie… że założymy rodzinę…
Słowo „rodzina” ironicznie rozbrzmiało w naszym domu.
Radu osunął się na kanapę.
Po raz pierwszy zdawał się nie panować nad niczym.
Po prostu mały człowieczek, przyłapany na kłamstwie.
Zamknęłam teczkę.
— Już złożyłam papiery rozwodowe.
Wszyscy podnieśli głowy.
— A jutro się przeprowadzam.
Wyjęłam klucz z torebki i położyłam go na stole.
— Mieszkanie jest na moje nazwisko. Kupiłam je za własne pieniądze. Raty spłacam terminowo.
Radu spojrzał na mnie przestraszony.
— Co to znaczy?
Spojrzałam na niego spokojnie.
— To znaczy, że odchodzisz.
Nikt nic nie powiedział.
Po raz pierwszy w tym domu nie byłam już tą „dobrą” kobietą.
Byłam kobietą, która znała prawdę.
Wzięłam torbę z krzesła.
Zatrzymałam się w drzwiach.
Odwróciłam się tylko raz.
Radu siedział z głową w dłoniach.
Jego rodzina unikała patrzenia na niego.
Andreea cicho płakała.
— Dobre w tym wszystkim, Radu — powiedziałam cicho — jest to, że od dziś nie musisz nikomu kłamać.
Otworzyłam drzwi.
Chłodne wieczorne powietrze musnęło moją twarz.
Po raz pierwszy od pięciu lat poczułam, że mogę oddychać.
I wyszłam, nie oglądając się za siebie.