„Co tu robisz?” wyszeptał, ledwo powstrzymując gniew.
„Ryan, dziecko marudzi” – odpowiedziałam cicho. „Chciałam się tylko przywitać, zanim wyjdę”.
Rozejrzał się wokół, upewniając się, że nikt ważny nie słucha.
„Jesteś napuchnięty” – powiedziała w końcu. „Niszczysz mój wizerunek”.
Poczułem, jak każde słowo spada mi na pierś niczym kamień.
—Zniknij— dodał chłodno—. Natychmiast.
Nie podniosłem głosu.
Nie płakałam.
Skinęłam powoli głową i zaczęłam pchać wózek w stronę wyjścia z hali.
Zanim dotarliśmy do drzwi, Ryan szarpnął mnie za ramię i pociągnął w ciemne miejsce przy wyjściu ewakuacyjnym.
Zapach śmieci z pobliskiej alejki mieszał się z eleganckim aromatem szampana, który wciąż unosił się w środku.
„Co ci się stało?” syknął gniewnie.
„Kręci mi się w głowie, Ryan” – powiedziałam ze zmęczeniem. „To przez dziecko. Mógłbyś mi pomóc na chwilę?”
Ryan wydał z siebie gorzki śmiech, który odbił się echem w pustym korytarzu.
„Pomocy?” – prychnął. „Jestem prezesem, Elle. Nie wycieram śliny. To twoja robota”.