Odłożyłam słuchawkę drżącymi rękami.
Płakałam. Dużo.
Wtedy coś we mnie pękło.
I po raz pierwszy od lat nie czułam się już mała.
W dniu przyjęcia ubrałam się prosto. Niebieska sukienka, wygodne buty. Spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie prawdę, której nikt mi wcześniej nie powiedział: nie jesteś zepsuta.
Kiedy przyjechałam, dom był pełen. Balony, dekoracje, wymuszone uśmiechy. Adelina spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Andriej uśmiechnął się z zadowoleniem.
W pewnym momencie ktoś zapukał w szklankę i zażądał uwagi wszystkich. Andriej wstał i zaczął mówić o „trudnej drodze do tego miejsca”, o „błogosławieństwach” i „prawdziwej rodzinie”.
Potem ja też wstałam.
Nie krzyczałam. Nie płakałam.