Mój mąż potajemnie zabrał moją kartę bankową, żeby zabrać swoją kochankę na wakacje
Pojechałem na lotnisko bez słowa. Nie poszedłem za nimi potajemnie, z daleka; poszedłem prosto do stanowiska linii lotniczych. Spokojnie zapytałem o rezerwację, używając imienia i nazwiska oraz danych, które poznałem podczas rozmowy. Głos przy stanowisku stał się powściągliwy, gdy pokazałem jej wydruki. „Rozumiem, proszę pani. Zablokujemy rezerwację do czasu wyjaśnienia i powiadomienia władz”. Czułam, że plan nabiera kształtów: nie chciałam stawić mu czoła sama, chciałam, żeby wszyscy zobaczyli, że to nie niewinna eskapada, ale zdrada opłacona moimi własnymi pieniędzmi.
Dałam mu czas na dotarcie na lotnisko. Wiedziałam, że odejdzie; mężczyźni czasami myślą, że do następnej przerwy na kawę wszystko załatwią. O umówionej godzinie weszłam do strefy publicznej i obserwowałam ich z kąta. Mihai – bo tak miał na imię, od imienia, które tyle razy powtarzałam w myślach – szedł nerwowo obok młodej kobiety o starannie uczesanych włosach, uśmiechniętej, która niczego nie podejrzewała. Byli blisko, trzymali się za ręce, szczęśliwi na swój sposób.