Doręczyciel znalazł mnie we wtorek po południu w pokoju socjalnym. Ochrona zadzwoniła, żeby powiedzieć, że ktoś potrzebuje mojego podpisu w holu. Domyśliłem się, że to sprawa służbowa.
Spór patentowy, wezwanie regulacyjne, zwykłe sprawy biotechnologiczne. Podpisałem kopertę bez patrzenia i wróciłem do biurka. Sąd Najwyższy Connecticut. Wydział Rodzinny.
Petycja o alimenty. Mój ojciec pozwał mnie o 2400 dolarów miesięcznie. Gerald Harrison, wnioskodawca, twierdzi, że jest ubogi i domaga się comiesięcznych alimentów od biologicznego syna Ethana Harrisona.
Powód zapewnił znaczne wsparcie finansowe w dzieciństwie, w łącznej kwocie około 370 000 dolarów. Zachował paragony. Oczywiście, że tak.
Cztery miesiące temu ten sam mężczyzna zeznał pod przysięgą, że ma jedno dziecko. Moją siostrę Rebeccę, nie mnie. Jego prawnik zapytał, ile dzieci, a on spojrzał prosto na mnie na galerii w sali sądowej i powiedział jej imię, tylko jej.
Teraz znów byłem jego synem, bo potrzebował pieniędzy.