Okrutna prawda.
Powiedział mi, że poznał moich rodziców, że latał z moim ojcem i że byli jak bracia. „Wiedziałeś, gdzie jestem” – powiedziałem ze ściśniętym gardłem. „Dlaczego nie przyjechałeś i nie zabrałeś mnie z sierocińca?”. Spojrzał na swoje dłonie. „Bo znałem siebie, Robert. Latanie było wszystkim. Nie miałem korzeni, nie miałem stabilizacji. Pomyślałem, że bardziej miłosiernie będzie zostawić cię tam, niż zrujnować cię, próbując być kimś, kim nie jestem”.