I ostatnie:
„Czasami największym zyskiem jest to, co możesz stracić”.
Kilka dni później nabrałam otuchy i poszłam do cukierni, do której od dawna chciałam pójść, ale nie poszłam, bo Andriej powiedział, że nie warto wydawać 15 lei na ciasto, skoro można je upiec w domu. Kupiłam dwa – jedno z czekoladą i jedno z cytryną – i ani przez chwilę nie czułam się winna.
Zaczęłam częściej wychodzić z przyjaciółmi, których ignorowałam, więcej rozmawiać z mamą i spać spokojnie, nie sprawdzając wiadomości, powiadomień ani bezsensownych wymówek. Wkrótce moja twarz w lustrze zaczęła się zmieniać. Nie miałam już smutnych oczu, ale czyste spojrzenie człowieka przebudzonego do rzeczywistości.
I dziś, jeśli mnie zapytasz, nie żałuję ani jednej sekundy. Dałam mu dwa lata, ale reszta mojego życia należy do mnie.
I zamierzam przeżyć to pięknie. W pokoju. Z szacunkiem. Z prawdziwą miłością.
Nie dla kogoś.
Ale dla siebie.