Mój przyjaciel napisał do mnie: „Dzisiaj nocuję u Laury, nie spodziewaj się mnie”

Włączyłam starą rumuńską muzykę, z której zawsze się śmiał, i zaczęłam wietrzyć dom. Jakby ściany też potrzebowały oddechu. Przestawiłam meble, wyrzuciłam rzeczy, które zostawiłam tylko dlatego, że mu się podobały, posprzątałam szuflady i po raz pierwszy od dawna wyjęłam ulubione ubrania, których unikałam, żeby nie komentował.

Około południa bez pośpiechu wyszłam na miasto. Poszłam do parku i usiadłam na ławce, obserwując ludzi. Były tam rodziny, starsze panie, spiesząca się młodzież, samotne kobiety, zmęczeni mężczyźni, hałaśliwe dzieci. Życie toczyło się dalej, a ta prosta scena uspokoiła mnie bardziej niż jakakolwiek terapia.

Tego popołudnia kupiłam nowy notes i elegancki długopis, jeden z tych sprzedawanych w księgarniach, i zaczęłam pisać pierwszą rzecz, jaka przyszła mi do głowy:

„Nie zatrać siebie, żebyś nie stracił kogoś innego”.

Potem:

„Miłość, która cię zamyka, to nie miłość. To niewola serca”.