Jej odpowiedź wyszła w szeptach.
„Bo… Noah miał ten siniak już wczoraj.”
Mój uścisk na telefonie się zaostrzył.
„Widziałaś go wczoraj?”
„Tak.”
„I nie zabrałaś go do szpitala?”
„Myśleliśmy, że to po prostu znamię, które się formuje,” powiedziała szybko.
Jednak coś w jej głosie nie brzmiało dobrze.
Potem powiedziała coś innego.
Coś, co sprawiło, że włoski na moim karku stanęły dęba.
„Nie był tak ciemny wczoraj.”
Pokój nagle stał się bardzo zimny.
„Czekaj,” powiedziałem powoli.
„Jeśli siniak dzisiaj się pogorszył…”
Wtedy nastała przerażająca myśl.
„Kto jeszcze był sam z Noah dzisiaj… zanim przyjechałem?”
Była długa cisza w telefonie.
A gdy Megan w końcu odpowiedziała…