Znowu zaczęłam szyć.
Sąsiedzi przyszli z sukienkami do skrócenia, zasłonami do dopasowania.
Znów zaczęłam zarabiać na siebie.
Trochę, ale swoje.
Pewnej niedzieli znowu gotowałam dla wszystkich.
Ale tym razem usiadłam u szczytu stołu.
Na swoim miejscu.
I nikt się nie śmiał.
Bo czasami nie trzeba krzyczeć, żeby być usłyszanym.
Trzeba po prostu wstać od stołu… i nigdy więcej nie siedzieć w kącie.