„To nic poważnego, panowie. Policzek to nie przestępstwo. A moja kobieta jest trochę niegrzeczna”.
Kobieta w garniturze spojrzała na nią.
„Proszę panią, proszę być cicho”.
Po raz pierwszy ktoś tak do niej mówił.
Moja córka drżała obok mnie. Lekko ścisnąłem jej dłoń, nic nie mówiąc. Czułem, jak jej serce bije mi między palcami.
Jeden z agentów zapytał ją, czy została już kiedyś uderzona.
Zawahała się na sekundę.
To było to.
Potem zaczęła płakać.
Nie głośno. Nie histerycznie.
Płakała jak ludzie, którzy zrobili za dużo i za długo.