— Czasami ten, kto jest codziennie, liczy się bardziej niż ten, który przychodzi tylko w weekendy.
Poczułem, że wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
— Czasami ten, kto jest codziennie, liczy się bardziej niż ten, który przychodzi tylko w weekendy.
Poczułem, że wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę.
„Przychodziłem co weekend” – powiedziałem. „Przynosiłem zakupy. Zajmowałem się jej rachunkami. Czego jeszcze ode mnie oczekiwałeś?”
Zanim zdążyłem się odezwać, prawnik kontynuował:
— Rose zapisała swoją maszynę do szycia swojej wnuczce, Taylor.
„Ta maszyna?” – wyszeptał ktoś za mną. „Myślałem, że zostawi ją w kościele na kostiumy dla dzieci”.
Raz się zaśmiałem, ale bez cienia radości.
— To wszystko?
„Cóż... tak właśnie jest napisane” – odpowiedział prawnik.
Margaret pochyliła się w moją stronę.
— Może wiedziała, kto naprawdę zasługiwał na ten dom, Taylor.