— Nie mów tak, jakbyś na to zasłużyła, Margaret. Nie masz pojęcia, przez co przeszliśmy.
„Kochanie... nie masz pojęcia, co wiem” – odpowiedziała.
— Nie mów tak, jakbyś na to zasłużyła, Margaret. Nie masz pojęcia, przez co przeszliśmy.
„Kochanie... nie masz pojęcia, co wiem” – odpowiedziała.
Żona pastora cofnęła się o krok, jakby temperatura właśnie się zmieniła.
— Cicho, Margaret. Taylor cierpi — powiedziała.
Odszedłem zanim mój głos mnie zdradził.
Kiedy przekręciłem klucz w zamku, w domu panowała cisza.
Promień słońca wpadł do salonu, wzbijając kurz. Przesunęłam dłonią po framudze drzwi, gdzie Babcia Rose co roku w dniu moich urodzin oznaczała mój wzrost.
„Mógłeś mi powiedzieć” – wyszeptałam w pustkę. „Nigdy niczego przede mną nie ukrywałeś”.
Maszyna do szycia stała przy oknie, wypolerowana i gotowa do użycia, jakby spodziewała się gości.
Uklęknąłem przed meblem i położyłem rękę na drewnie.
„Znowu ty i ja” – mruknęłam. „Jak dawniej”.