Gdyby chciała, żebym gdzieś poszedł, to bym poszedł.
Adres zaprowadził mnie na skraj sąsiedniego miasta. Mały biały dom miał łuszczącą się farbę i zapadającą się werandę. Dzwonek wietrzny cicho brzęczał na wietrze.
Zostałem w samochodzie całą minutę.
— Czyste serce… żadnego gniewu, przypomniałem sobie.