Zamarłam.
— Wagaruje? Nie… chodzi codziennie.
Zamarłam.
— Wagaruje? Nie… chodzi codziennie.
Pani Greene zmarszczyła brwi.
— A jednak zawsze widzę, jak wraca do domu w ciągu dnia. Czasem z innymi dziećmi.
Serce mi opadło.
— To niemożliwe — upierałam się, zmuszając się do uśmiechu. — Musiała się pani pomylić.
Ale w drodze do pracy niepokój nie opuszczał mojej klatki piersiowej. Lily ostatnio była cichsza. Jadła mniej. Cały czas zmęczona. Zrzucałam to na stres w gimnazjum… ale co, jeśli chodziło o coś innego?
Tego wieczoru przy kolacji zachowywała się normalnie — była grzeczna, spokojna, zapewniała mnie, że w szkole jest „w porządku”. Kiedy powtórzyłam, co powiedziała pani Greene, Lily zesztywniała na ułamek sekundy, po czym wzruszyła ramionami i roześmiała się.
— Pewnie widziała kogoś innego, mamo. Jestem w szkole, obiecuję.
Ale widziałam, że coś w niej drży.
Próbowałam zasnąć, lecz myśli krążyły bez końca. A jeśli wagarowała? A jeśli coś ukrywała? Coś niebezpiecznego?
O drugiej w nocy wiedziałam już, co muszę zrobić.