— Dobry wieczór, pani Andriej — powiedział mężczyzna w garniturze spokojnym, ale stanowczym głosem. Mama zamrugała, zaskoczona. Nikt nie zwracał się do niej „pani Andriej” odkąd rozwiodła się z moim ojcem.
— Proszę opuścić wejście. Właściciel hotelu musi wejść.
Moja siostra zaśmiała się krótko, wymuszonym śmiechem. — Właściciel? Pomylił pan osobę. Jesteśmy rodziną właściciela.
Mężczyzna odwrócił się do mnie i spojrzał na mnie krótko, z aprobatą. Potem wyjął z kieszeni dowód osobisty i wskazał na mnie. — Pani Andriej jest właścicielką. Zarówno właścicielką, jak i jedyną akcjonariuszką „Azurul Mare”.
Cisza, która zapadła, była cięższa niż ciepłe wieczorne powietrze. Mama zdjęła rękę z klamki. Siostra cofnęła się o krok, a jej oczy rozszerzyły się jak spodki.