Na dole słyszałem śmiech Any, jej czysty, zimny głos, rozkazujący. Ślub miał się odbyć. Jakbym nigdy nie istniał.
Kiedy zszedłem z walizkami, Andriej stał na korytarzu. Wydawał się niespokojny.
— Tato… nie powinniśmy byli tu trafić — mruknął.
— Tak — odpowiedziałem mu spokojnie. To powinno było być dawno temu.
Wyszłam z domu, nie oglądając się za siebie.
Tej nocy spałam w skromnym hotelu niedaleko Gara de Nord. W pokoju pachniało tanim detergentem, ale łóżko było czyste. I po raz pierwszy od dawna spałam spokojnie.
Rano, pijąc kawę, wykonałam kilka telefonów.
Pierwszy do notariusza.
Drugi do firmy organizującej wesele.
Wszystkie płatności zostały dokonane przeze mnie. Umowy zostały sporządzone na moje nazwisko.
Do południa wesele zostało odwołane.