Powoli wspiąłem się po schodach do mojego pokoju, „tymczasowego”, jak go nazywała Ana, mimo że mieszkałem tam prawie dwa lata.
Otworzyłem szafę i spojrzałem na kilka schludnych, skromnych ubrań. Całe moje życie zmieściło się w dwóch walizkach.
Pakując się, przypomniałem sobie Elenę. Sposób, w jaki na mnie patrzyła, kiedy powiedziałem jej, że może przesadzam z poświęceniem dla Andrieja.
„Dziecko pozostaje dzieckiem, Radu” – mawiała. „Ale musi też nauczyć się granic”.
Nie słuchałem jej.