Rano zadzwoniła do mnie policja. Znaleźli Clarę. Nie było jej w żadnym ośrodku. Była w tanim motelu oddalonym o godzinę drogi z mężczyzną, którego nikt z rodziny nie znał.
Kiedy usłyszałam tę wiadomość, przewróciło mi się w głowie. Jak mogła? Jak mogła zostawić swoje dziecko głodne i zamknięte, tylko po to, żeby się dobrze bawić?
Kilka godzin później przyszła do mnie pracownica socjalna. „Chłopak potrzebuje kogoś, komu może zaufać, dopóki śledztwo się nie zakończy. Czy zgodzi się pani przyjąć go tymczasowo?”
Zdecydowałam się na to bez mrugnięcia okiem. Nie musiałam się zastanawiać. W tym momencie wiedziałam, że to dziecko nigdy więcej nie zostanie samo, dopóki żyję.