— „To ty to zrobiłaś, Valeria”.
Podałem jej kartkę papieru razem z długopisem. Patrzyła na mnie pustym wzrokiem, jakby nie rozumiała, jak doszło do tego momentu.
Minęło dziesięć lat małżeństwa. Dziesięć lat, w których krok po kroku budowaliśmy wszystko. A teraz między nami pozostała tylko ciężka cisza i góra dowodów.
Kiedy spojrzała na kartkę, po raz pierwszy poczułem, że moje milczenie jest całkowite. Nie było już gniewu, tylko ulga.
Valeria zaczęła płakać, powoli, krótkimi, niemal bezgłośnymi szlochami. Chciałam coś poczuć – litość, żal, może nawet nienawiść – ale nic nie zostało. Tylko pustka.
Spojrzałam w okno. Na zewnątrz padał delikatny, cichy deszcz. Krople uderzały o szybę w monotonnym rytmie, jakby nawet niebo wiedziało, że coś się kończy tego wieczoru.
— „Nie chcę cię stracić” – powiedziała.
Uśmiechnęłam się gorzko.