Spędził w tym warsztacie czterdzieści lat. Czterdzieści lat naprawiając silniki tym, których nie było stać na drogie usługi. Czterdzieści lat po cichu dając schronienie ludziom takim jak ja. Wtedy właśnie dowiedziałem się, że nie byłem pierwszym ani ostatnim, który znalazł tam zbawienie.
— „Zatrudnij prawnika” — powiedziałem mu.
— „Nie stać mnie na dobrego, który zająłby się ratuszem”.
Powinienem był wtedy zaproponować. Powinienem był wsiąść do samochodu tej nocy. Ale zamiast tego powiedziałem…
„Zobaczę, co da się zrobić, Mihai. Mam teraz dużą sprawę”.