Mały pokój był skromny, ale czysty. Łóżeczko dziecięce przy piecu, mały stolik, dwa stare krzesła. Sergiu spał, zaciskając pięści i oddychając cicho. Igor poczuł, jak coś ściska go w piersi. Nic nie powiedział.
Tej nocy prawie w ogóle nie spał. Usiadł na starym łóżku dziadka i wpatrywał się w sufit. Myśli uderzały go jedna po drugiej. Walentyna. Pożyczka. Dziecko, którego już nie było. I dziecko, które teraz spało pod jego dachem.
Rano w domu pachniało kawą i tostami.
— Miałam nadzieję, że cię nie obudzę — powiedziała cicho Viorica. Sergiu wstaje wcześnie.
— Nic się nie stało — odpowiedział Igor. Ja też nie spałem.