Na spotkaniu rodzinnym powiedziano mi, że jestem biedny — a potem wylądował mój helikopter…

Wyszłam bez pośpiechu, czując na sobie wzrok wszystkich, jakby dopiero teraz naprawdę mnie widzieli. Wiatr unoszony przez śmigła helikoptera rozwiewał moje włosy i prosty sweter, ten, który uważali za zbyt skromny dla kobiety, „która wciąż nie wie, jak żyć”.

Ale po raz pierwszy moje proste ubranie nie sprawiło, że poczułam się mała. Poczułam się wolna.

Kiedy wsiadłam do helikoptera, pilot, mężczyzna po pięćdziesiątce, którego znałam od tak dawna, powitał mnie jak zwykle.