Były trudne miesiące, ale po raz pierwszy moja rodzina zrozumiała, że „tymczasowe” nie oznacza „na całe życie”.
Pewnego wieczoru, po tym jak skończyłam obliczenia, ojciec delikatnie dotknął mojej dłoni.
„Simona… uratowałaś dom. I nas”.
Uśmiechnęłam się. Cichym uśmiechem, bez bólu.
„Nie ja” – powiedziałam. „My. Dopiero teraz jesteśmy rodziną”.
I po raz pierwszy naprawdę nią byliśmy.