Tej nocy w ogóle nie spałam. Siedziałam na kanapie, wpatrując się w gołe ściany mieszkania, w którym myślałam, że założę rodzinę. Pachniało zdradą i zaschniętymi łzami. Rano, gdy słońce przebijało się przez zasłony, wstałam z nową determinacją: nie chciałam już być niczyją ofiarą.
Zaparzyłam sobie mocną kawę, związałam włosy w kucyk i zaczęłam się pakować. Każda koszulka, każda książka, każde zdjęcie miało swoją historię. Niektóre wywoływały na mnie gorzki uśmiech, inne doprowadzały do łez. Ale z każdym zamykanym pudełkiem czułam, jak część tego ciężkiego brzemienia z mojej duszy znika.
Kiedy Javier wrócił do domu, około południa, zatrzymał się w drzwiach.