Na zjazd absolwentów po 10 latach studiów przyszła ubrana w mundurek pokojówki

Na początku nikt nie zwrócił uwagi na hałas. To był tylko odległy szum. Potem zrobił się głośniejszy. Znacznie głośniejszy.

Muzyka nagle ucichła.

Wszyscy spojrzeli w górę.

Nad ogrodem powoli opadał czarny helikopter, gwałtownie wirując w powietrzu. Serwetki fruwały, szklanki przewracały się, sukienki łopotały.

Clara zamarła.

„Co to, do cholery, jest?” – wyszeptał ktoś.

Helikopter wylądował na otwartym polu za ośrodkiem, gdzie ludzie zazwyczaj robili zdjęcia o zachodzie słońca. W powietrze wzbił się kurz.

Pierwszy zszedł mężczyzna w ciemnym garniturze. Prosto, poważnie. Rozejrzał się, a potem podszedł prosto do Any.

Wszyscy milczeli.

„Pani Ana Popescu?” – zapytał uprzejmie.

Ana skinęła głową.

„Jesteśmy gotowi. Rada czeka na panią w Braszowie. Nie możemy sobie pozwolić na spóźnienie”.

Klara upuściła szklankę z ręki.