„Jaka rada?” – wyjąkała.
Ana odwróciła się do nich. Po raz pierwszy tego wieczoru nie uśmiechała się nieśmiało.
„Moja firma kupiła ten ośrodek trzy miesiące temu” – powiedziała spokojnie. „Dziś podpisano umowę na rozbudowę o trzy kolejne lokalizacje. A ja muszę zdążyć na ostatnie spotkanie”.
Cisza.
Ktoś zaśmiał się nerwowo, myśląc, że to żart.
Mężczyzna w garniturze wyciągnął teczkę. „Wszystkie dokumenty są na twoje nazwisko. Tak jak prosiłeś”.
Ana odłożyła miotłę.
„Mundur?” – zapytał ktoś cicho.
Ana spojrzała na fartuch.
„Chciałam sprawdzić, czy coś się zmieniło” – powiedziała. „Czy czegoś się nauczyłeś”.
Jej wzrok błądził po ich twarzach. Niektórzy rumienili się ze wstydu. Inni byli zagubieni.
„Pracowałam jako sprzątaczka na studiach” – kontynuowała. „Sprzątałam biura, myłam schody w blokach, sprzątałam po innych. Za te pieniądze opłaciłam studia. To nie był wstyd. To było uczciwe”.
Klara nie wydała już ani jednego dźwięku.
„Różnica między nami” – powiedziała cicho Ana – „jest taka, że nigdy nie śmiałam się z czyjejś pracy”.
Wiatr ucichł.
Helikopter czekał.
Ana zrobiła kilka kroków w jego kierunku i zatrzymała się.