Powoli otworzył drzwi, żeby nie obudzić matki.
Małe mieszkanie w starej dzielnicy Ploeszti pachniało lipową herbatą i lekarstwami. Matka spała na kanapie, podciągnięta pod brodę. Kiedy go usłyszała, otworzyła oczy.
— Andriej… co się stało, mamo? Czemu jesteś taka?
Próbował się uśmiechnąć, ale mu się nie udało. Usiadł obok niej i wziął ją za chudą dłoń.
— Wyrzucili mnie z nabożeństwa.