„Nasza matka zmarła dziś rano… Nie mamy dokąd pójść”

Toma z trudem przełknął ślinę.

— Możesz — powiedział. — A ja bym chciał.

W piecu palił się ogień. Wiatr walił w okna, ale nie prosił o nic więcej. Dom był pełen. A przysięga, niegdyś wypowiedziana szeptem przy zamarzniętym grobie, w końcu znalazła swój sens.