„Jasne,” poprawił ją Oliver. „Okrutne było traktowanie mnie jak pomyłki publicznie.”
Po raz pierwszy jej wyraz twarzy przebłysnął — nie wyrzutem sumienia, lecz kalkulacją.
„Jasne,” poprawił ją Oliver. „Okrutne było traktowanie mnie jak pomyłki publicznie.”
Po raz pierwszy jej wyraz twarzy przebłysnął — nie wyrzutem sumienia, lecz kalkulacją.
„Nie przyszliśmy tu walczyć,” powiedziała, wygładzając płaszcz.
„Przyszliśmy upewnić się, że nasza rodzinna reputacja nie będzie ciągnięta przez jakieś… przemiany.”
Oliver poczuł, jak stara wstydliwość próbuje się podnieść. Odepchnął ją. „Nie jesteście właścicielami mojej reputacji,” powiedział. „I nie możecie przepisywać mojego życia jako fazy.”
Szczęka Richarda pracowała. „Jeśli nalegasz na tę grę, dobrze. Wyjdziemy.
Ale nie przychodźcie potem po pomoc, gdy zorientujecie się, jak mali jesteście bez nas.”
To zagrożenie kiedyś było klatką. Dziś czuł się jak test, który już przeszedł. „Nie zrobię tego,” powiedział Oliver.
Menadżer ustąpił, aby udrożnić im drogę, uprzejmy jak zawsze. Richard odwrócił się, jakby oczekiwał, że pokój pójdzie za nim z współczuciem.
Nikt się nie poruszył. Elaine unikała patrzenia na Olivera, a przez chwilę zobaczył w niej strach — strach przed utratą kontroli na zawsze.
Przy drzwiach Richard zatrzymał się i spojrzał wstecz. „To się nie skończyło,” powiedział.